Czwartek, 23 listopada 2017 rok

"Nasz Dziennik": Boroń - Niemiecka ekspansja

13-09-2017

Niemiecki teoretyk wojny Carl von Clausevitz stwierdził już dwieście lat temu, że: „Wojna jest jedynie kontynuacją polityki innymi środkami”. W okresie pokoju mogą to być np.: gospodarka, nauka, sport, kinematografia czy też ekspansja medialna w ogóle. Spójrzmy na Niemców, aby lepiej zrozumieć, o co powinniśmy lepiej zadbać.

Rewolucja gutenbergowska musi kojarzyć się z Niemcami nie tylko jako z miejscem przełomowych wynalazków drukarskich u schyłku średniowiecza, ale może przede wszystkim eksplozją reformacyjnych druków propagandowych. Paul Levinson w swojej sławnej książce „Miękkie ostrze” („The soft Edge”) wyraźnie wskazuje na rozpowszechnienie drukarstwa jako przyczynę obronienia się i ekspansji protestantyzmu – pierwszej herezji.

Już w XVI wieku w Niemczech wydawano wiele pierwszych na świecie periodyków, takich jak „Aviso” czy „Relation” (zwanych corantos). Przemożny wpływ prasy na Niemców wynikał z największych w Europie sukcesów w wytępieniu analfabetyzmu i ich przywiązaniu do konkretnych tytułów. Tak pozostało do dziś.

Niemcy kolosem prasowym

Po II wojnie światowej w ramach denazyfikacji i dekartelizacji alianci zaprowadzali w Niemczech stosunki demokratyczne, wzorując się na swoich systemach. W efekcie tego Francuzi dopuszczali do licencji dziennikarskiej ludzi nieskażonych przeszłością nazistowską, a Amerykanie obdarowali pierwszą koncesją lewicowy dziennik „Frankfurter Rundschau”, który mimo zniesienia we wrześniu 1949 roku koncesjonowania i powrotu na rynek przedwojennych tytułów, utrzymał wielki kawał tortu medialnego do 2011 roku. Do liczących się tytułów zaliczyć należy także „Süddeutsche Zeitung” (1946 r.), który można określić jako lewicowo-centrowy. Na prawo od niego plasuje się „Frankfurter Allgemeine Zeitung” (1949). Natomiast „Die Welt” (1946), przynajmniej w Niemczech, nosi miano prawicowego. Taki układ okrzepł w latach 50.

Wzorcom brytyjskim zawdzięczają Niemcy model prasy, zwanej w Polsce brukową, a w Niemczech bulwarową, w której pod względem nakładu prym zdobył, założony w 1965 roku, „Bild” (ok. 3 mln nakładu, sensacje i niska cena) razem z jego weekendową wersją. Od 1995 roku niemieckie dzienniki zaczęły edytować także wersje internetowe.

Wśród tygodników (Wochenzeitungen), wydawanych w dziennikowej szacie graficznej, prym wiedzie „Die Zeit” z około 0,5 mln nakładu. Wśród typowych tygodników ilustrowanych przoduje wyraźnie założony w 1946 roku w Hamburgu przez Rudolfa Augsteina „Der Spiegel” (ok. 0,9 mln nakładu). Liczą się także: hanowerski „Stern” oraz najmłodszy wśród potentatów „Focus”.

Mimo zachodzących na świecie przemian technicznych i pokoleniowych, spadku czytelnictwa i odchodzenia od telewizji do internetu Niemców wciąż charakteryzuje bardzo wysoki poziom czytelnictwa prasy. Niemcy mają obecnie bodaj największy rynek prasowy w Europie z ponad 300 tytułami dzienników i ponad 1,5 tys. wydań regionalnych. Dominującą pozycję na rynku mają gazety lokalne i regionalne, co wynika z zaszłości historycznych rozbicia politycznego. Odzwierciedla to nawet system ustawodawczy. Kwestie prawa prasowego w Niemczech (poza artykułem 5. konstytucji, mówiącym o wolności słowa) pozostają w kompetencjach landów, a zatem istnieje tam 16 różnych systemów.

Inne media

Niemieckie media publiczne radiowo-telewizyjne, powstałe w 1950 roku na mocy porozumień krajów związkowych, podlegają Wspólnocie Publicznych Instytucji Radiowo-Telewizyjnych (Arbeitsgemeinschaft der Offentlich – rechtlichen Rundfunkanstalten der Bundesrepublik Deutschland, zwanej w skrócie ARD). Główne miejsce na rynku posiadają: kanał Das Erste (Kanał Pierwszy) oraz ZDF (Zweites Deutsches Fernsehen – Kanał Drugi), założony w czerwcu 1961 r. w Moguncji. Z jego powstaniem wiąże się znamienna historia. Kanclerz Konrad Adenauer podjął próbę otwarcia stacji rządowej, ale wyrokiem Trybunału Konstytucyjnego z 1961 r. udaremniono mu to. ZDF powstał wkrótce w wyniku porozumienia krajów związkowych. Od 1997 roku ARD powołuje dalsze kanały tematyczne telewizji publicznej (Kinderkanal, Phoenix, Arte).

W zakresie takich mediów, jak radio i telewizja, komercyjni inwestorzy rozpoczęli inwestowanie dopiero po orzeczeniu przez Trybunał Konstytucyjny w Karlsruhe w 1981 roku, że dopuszcza się media prywatne. W 1984 roku wystartował SAT1, a następnie RTL, ProSieben, VOX i II RTL. Kanał RTL najskuteczniej rywalizuje ze stacjami publicznymi o oglądalność.

Ograniczenia i ekspansja

Obawy Niemców o zbytnią koncentrację kapitału w rękach nielicznych przedsiębiorców medialnych doprowadziły na początku lat 90. do wprowadzenia ograniczeń antykartelowych. Grupa kapitałowa może posiadać najwyżej 30 proc. słuchalności lub oglądalności w danym roku. Jeżeli zaś ta grupa miałaby poważne udziały w rynku medialnym (np. reklamy lub internet), to dopuszczalny poziom spada do 25 proc. słuchalności lub oglądalności. Istnieją jeszcze ograniczenia w postaci tzw. koncentracji krzyżowej, dotyczące zakazu równoczesnego inwestowania w prasę i media elektroniczne. Efektem ograniczeń na rynku niemieckim była prawie natychmiastowa fala inwestycji niemieckich w innych państwach (również u nas, co ułatwione zostało przez wejście Polski do Unii Europejskiej). Inwestorzy poszli przy tym utartymi szlakami, czyli wykupem prasy lokalnej i regionalnej, tabloidów oraz stacji radiowych. W efekcie przez ostatnich 20 lat udało im się przejąć większość nakładu dzienników regionalnych w Polsce.

Fakty do przemyśleń

Jak wynika z badań naukowych, wśród różnych mediów prasa ma szczególnie duże znaczenie w kształtowaniu postaw i poglądów czytelników. Media elektroniczne serwują więcej atrakcji i są łatwiej przyswajalne, ale to słowo drukowane cieszy się wciąż największym zaufaniem, a jego czytelnicy najlepiej szermują argumentami uzasadniającymi ich poglądy i postawy.

Informacja to – niezależnie od czasów – najsilniejszy oręż polityczny i poważne państwa mają prawo do polityki dekoncentracyjnej mediów nie tylko ze względów ekonomicznych, ale – powiedzmy to otwarcie – ideowych. Jako uzasadnienie można użyć przykładu właśnie z Niemiec, szczycących się (przy ograniczeniach ustawowych) otwartością rynku na obcy kapitał i chęcią ekspansji na inne rynki. Gdy w 2005 roku brytyjski Mecom Group przejął część udziałów w Berliner Verlag (to np. „Berliner Zeitung”), w Niemczech podniósł się rwetes, że należy chronić w mediach rodzimy kapitał. A to była kropla w niemieckim morzu medialnym! Przejęty przez Niemców w znacznej mierze rynek prasowy w Polsce (głównie koncerny: Bauer Media Group, Edipresse, Verlagsgruppe Passau, Hubert Burda Media, Ringier Axel Springer, Gruner+Jahr) kurczy się w związku z ogólnym spadkiem czytelnictwa. Ale nie wszystko da się wytłumaczyć kryzysem „starych mediów”, może właśnie jest to wynik utraty zaufania do obcych dyspozytorów wiedzy prasowej.


Źródło: Nasz Dziennik.


Udostępnij