Czwartek, 26 kwietnia 2018 rok

Nasz Dziennik - Jaka cena za porozumienie?

13-04-2018

ROZMOWA z dr. Krzysztofem Kawęckim, politologiem, wiceprezesem Prawicy Rzeczypospolitej.

Polska i Komisja Europejska przekonują o bliskim zakończeniu sporu o praworządność w naszym kraju. Co to dla nas oznacza?


– Zapowiadane zakończenie sporu oznacza tzw. kompromis. A on musi się w czymś wyrażać. Możliwe, że rząd zrezygnuje z niektórych zmian w sądownictwie, ale tak nie musi być. A co by było, gdyby główna oś porozumienia spoczywała gdzie indziej? Tam, gdzie nikt się tego nie spodziewa? Minister spraw zagranicznych Jacek Czaputowicz francuskiemu „Le Figaro” powiedział, że Polska – oprócz miliona uchodźców z Ukrainy – przyjęła 2,7 tys. migrantów z Europy Zachodniej. O jakich ludziach mówił minister? Wypowiedź ministra Czaputowicza jest bardzo niepokojąca i pełna niedomówień. Jak najszybciej powinniśmy się dowiedzieć, jaką cenę za porozumienie z Komisją Europejską Polska ma zapłacić.

Aż trudno zakładać przyjęcie imigrantów bez wiedzy obywateli.


– Oczywiście, to by świadczyło o tym, że Prawo i Sprawiedliwość i jego koalicjanci nie są wiarygodni. Ale nie tylko w tym przypadku PiS ma problemy z wywiązywaniem się z deklaracji wyborczych. Mimo obietnic rząd dotąd nie wypowiedział tzw. konwencji antyprzemocowej. A może to zrobić. Życie nienarodzonych także nie jest chronione. Odniosę się jeszcze raz do wywiadu szefa MSZ dla „Le Figaro”. Dowiadujemy się z niego, że Polska popiera francuską wizję integracji europejskiej. A jaka to jest wizja? Zamiana Unii Europejskiej w federację. To jest cena, którą rząd jest gotów zapłacić za tzw. kompromis?

Wcześniej słyszeliśmy, że w sprawie reformy sądownictwa Polska nie cofnie się nawet o krok.

– To jest część taktyki Prawa i Sprawiedliwości. Używają wzniosłych haseł, a potem następuje wycofanie. Myślę, że PiS chciało odwoływać się do emocji, aby mobilizować swój elektorat. W takim wypadku rzadko kiedy realizuje się swoje postulaty. Partia decydująca się na te chwyty z czasem traci na wiarygodności, a jej elektorat czuje się zmęczony prowadzeniem wojen na tym samym froncie, w tej samej sprawie. Jak na to patrzę, to zastanawiam się, w imię czego była ta wojna i po co mobilizowano swój elektorat?

A może po prostu rząd przestraszył się art. 7?

– Prawo i Sprawiedliwość nigdy nie zadeklarowało się w jasny sposób co do naszej roli w Unii Europejskiej. Oczywiście, rzucano hasła typu: „Silna Polska w silnej Unii Europejskiej”. Natomiast w kwestiach zasadniczych – a więc działań ideologicznych – ta partia nie stanowiła realnej opozycji dla Komisji Europejskiej. Przecież to Jarosław Kaczyński jest zwolennikiem powstania europejskiej armii. Co do przyjęcia euro mówi się co prawda, że w najbliższych latach to nie jest możliwe, ale w dalszej, nieokreślonej perspektywie PiS dopuszcza zastąpienie złotówki tą walutą. Unia chce również dać sobie narzędzie w postaci mechanizmu na rzecz przestrzegania praworządności. Czy to spotkało się ze zdecydowanym sprzeciwem polskiego MSZ?

A skoro PiS w swoich poglądach nie różni się zasadniczo od Komisji Europejskiej, to w obliczu procedury art. 7 stwierdzono, że nie ma sensu stawiać oporu. Tu może nie chodzi o strach, ale o zwykłą kalkulację. To jest o tyle dziwne, że Węgry zadeklarowały, że zablokują jakiekolwiek uderzenie w Polskę. Można więc było – z całkowitym spokojem – skupić się na poszerzaniu grona państw, które nas poprą, wiedząc, że ta bitwa i tak będzie wygrana. To byłaby dla Komisji Europejskiej wielka porażka, gdyby jej działanie zostało storpedowane już na samym początku. Ja jednak nie widziałem zdecydowanych działań rządu, aby tę sprawę załatwić w ten sposób. Wybrano za to taktykę szukania porozumienia. Dlaczego? A może dlatego, że wkrótce Wielka Brytania opuści Wspólnotę? PiS będzie musiało więc szukać nowej grupy w europarlamencie. Dlaczego więc miałoby nie trafić do chadeckiej Europejskiej Partii Ludowej? Możliwe, że ktoś sonduje możliwość tego transferu.

Dziękuję za rozmowę.

Źródło: Nasz Dziennik.


Udostępnij