Czwartek, 20 września 2018 rok

Nasz Dziennik - Nowe szaty relokacji

27-06-2018

ROZMOWA / z dr. Krzysztofem Kawęckim, prezesem Prawicy Rzeczypospolitej

Za nami nieformalny szczyt migracyjny Unii Europejskiej. Przełomu nie było, konkretów też nie. W dodatku część państw zbojkotowała go. Widzi Pan jakieś pozytywy tego spotkania?


– Najważniejszą informacją dla osób zajmujących się polityką jest to, że doszło do bojkotu tego spotkania i że zrobiły to m.in. kraje Grupy Wyszehradzkiej. To dowodzi, że te kraje są jednością w sprawie problemu migracji. Co więcej, bardzo mocno wierzą w swoje możliwości polityczne w ramach Unii Europejskiej. Chcą kreślić zupełnie inne rozwiązania kryzysu migracyjnego niż kanclerz Niemiec Angela Merkel. Od początku kryzysu minęło wiele miesięcy i teraz coraz więcej państw odrzuca oficjalne unijne rozwiązania nakreślone przez tandem francusko-niemiecki. To, co teraz robi Berlin i Paryż, to opracowanie nowych szat dla znanej od dawna polityki relokacji.

Ale zawsze lepiej jest, jak się rozmawia. Lepiej, żebyśmy to my podejmowali decyzje, a nie ktoś za nas.

– Oczywiście, ale to spotkanie było nieformalne. Zależało na nim szczególnie Niemcom, którzy wyszli z tą inicjatywą. Oficjalne rozmowy w tej sprawie mają się odbyć w tym tygodniu – w czwartek i piątek w Brukseli. Tam rozmawiajmy. Wzięcie udziału w niemieckim, nieformalnym miniszczycie jest niczym innym jak legitymizacją działań pozatraktatowych. To nie jest dobra praktyka. Szkoda tylko, że w tej sprawie rząd w Warszawie jest mało konsekwentny. Do tej pory legitymizuje się nieformalny dialog z Komisją Europejską. Jak dotąd widzimy, że ten dialog do niczego dobrego nie prowadzi, a jedynie wspiera wszelkie działania pozatraktatowe Brukseli.

Komisja Europejska chce reformować Frontex, a więc unijną straż graniczną. Nie odnosi Pan wrażenia, że trwa to zbyt długo? O uszczelnianiu granic mówi się od dawna.

– W sprawie reformy Fronteksu oraz uszczelniania granic Polska deklarowała już dużo wcześniej, że jest gotowa wziąć na siebie ciężar nakreślenia nowych schematów rozwiązań, które uzdrowiłyby sytuację na granicach. To była propozycja bardzo dobra i rzeczowa. Nie wierzę w to, że Komisja Europejska zrobi to lepiej lub że w ogóle to zrobi. Jeżeli komisarze z czegoś słyną, to głównie z wysuwania deklaracji bez pokrycia. Tak będzie i tym razem.

Ważna jest także kwestia grup przestępczych, które zarabiają na przemycie ludzi do Europy. Dziś mało kto wierzy, że napływ tzw. uchodźców jest spontaniczny. Dlaczego wątek działania przestępców jest pomijany w opracowywaniu rozwiązań?

– Myślę, że nikt nie jest w stanie wskazać jakiegokolwiek wydarzenia, które moglibyśmy nazwać przełomowym w sposobie patrzenia na problem tzw. uchodźców przez Berlin i Paryż. Przerzut ludzi do Europy otwartymi kanałami trwa. Jest akceptowany. Patologia na europejskich granicach oraz bierność elit unijnych doprowadziły do tego, że działalność grup przestępczych w tym zakresie osiągnęła wyższy pułap. To już jest cały przemysł, na którym zarabia wiele osób i grup, mafii międzynarodowych. Kto wie, może także państw? W interesie przestępców jest to, aby chaos trwał. Możliwe, że ich ręce sięgają znaczących europejskich polityków. Wkrótce mogą urosnąć do takich rozmiarów, że powstrzymanie ich będzie już wyjątkowo trudne lub wręcz niemożliwe. Część decydentów godzi się na ich działalność ze względów ideologicznych. Chodzi o wynarodowienie Europejczyków. Każda osoba z innego kręgu kulturowego jest elementem tego planu. Dlatego też nie walczą z przestępczością.

Jest jeszcze drugie dno sprawy: migranci, którzy już są w Europie. Włochy chcą wysyłać ich do innych państw UE pod groźbą kar finansowych. Relokacja to jedyny plan na rozwiązanie tego problemu?

– Obawiam się, że jako Unia znajdujemy się w sytuacji zapaści decyzyjnej. Relokacja jest złym rozwiązaniem, ale gdy granice Starego Kontynentu są otwarte i każdego dnia ściągają nowe osoby, to jest to rozwiązanie tragiczne. Każdego dnia będziemy dzielić nowe osoby i tak w nieskończoność? Na kryzys migracyjny trzeba patrzeć całościowo i podejmować działania kompleksowe. Przypomnijmy, że to Angela Merkel zapraszała te osoby. Niemcy w swoim kraju mogą gościć, kogo chcą. Nie widzę jednak powodu, dla którego mielibyśmy teraz pomóc im naprawiać ich błędy naszym kosztem.

Dziękuję za rozmowę.

Źródło: Nasz Dziennik.


Udostępnij